Walki z paleniem ciąg dalszy

Po dwóch tygodniach od zakończenia antynikotynowej kuracji cytyzyną, miewam jeszcze trudne momenty. Nie zdarzają się często, jednak chciałbym o nich wspomnieć. Warto mieć na uwadze, że pozwalając sobie teraz na chwilę słabości, można zaprzepaścić trwające 5 tygodni pasmo sukcesów.

W jakich momentach po zakończeniu kuracji chce nam się palić? Ja miewam teraz ochotę na papierosa, gdy:

  •  Czuję dym papierosowy –  jednak wyłącznie wtedy, gdy jest on delikatnie wyczuwalny (np. niesiony wiatrem). Natomiast wejście do mocno zadymionego pokoju wywołuje u mnie wstręt do palenia.
  •  Nudzę się. Kiedyś nie wyobrażałem sobie jakiejkolwiek pracy bez regularnych przerw na papierosa. Obecnie, sytuacja ta uległa zmianie o 180 stopni – gdy pracuję, nie chce mi się palić, w ogóle o tym nie myślę. Natomiast, jeśli mam trochę wolnego czasu i brak koncepcji na jego zapełnienie, wkrada się myśl o zapaleniu.
  •  Znajdę się w miejscach, w których kiedyś zawsze paliłem, np. balkon, działka, parking przy sklepie po zakończonych zakupach, ejakulacja.

Odczucia te mają różną intensywność, jednak zazwyczaj nie jest to pokusa nie do odparcia. Powiem tylko, że miałem możliwość wziąć papierosa z wolno leżącej paczki i w niezwykle sprzyjających paleniu „okolicznościach przyrody”. Nie zrobiłem jednak tego. Każda taka sytuacja, gdy jest przez nas wygrana, daje nam +milion do pewności siebie i poczucia, że zbliżamy się do wymarzonej pełnej wolności.

Warto przejrzeć sobie modelowy przebieg samooczyszczania organizmu w czasie, począwszy od pierwszych minut, godzin, aż po miesiące, lata od kiedy już nie palimy. Nie będę go tutaj wklejał, bo jest to wiedza ogólnie dostępna w internecie. Muszę przyznać, że kolejne reakcje mojego organizmu dość ładnie pokrywają się ze schematem. Na początku wzmożony kaszel, mający na celu oczyszczenie oskrzeli, trochę później: łatwiejszy i głębszy oddech oraz znacznie lepsza tolerancja wysiłku. I z każdym tygodniem to się jeszcze poprawia. Ostatnio pokonałem rowerem pewną znienawidzoną górę bez zadyszki. Kiedyś byłoby to nie do pomyślenia.

Jak już jesteśmy przy sporcie, to muszę podkreślić, że rzucenie palenia wywołało u mnie wzrost zainteresowania ruchem, wysiłkiem fizycznym. Nie morderczym i intensywnym, a spokojnym, regularnym. W końcu zacząłem w nim odnajdywać przyjemność. Może dlatego, że jadąc rowerem nie staję już co 20 minut, aby zapalić, co było jakimś koszmarnym przecież absurdem.

Wraz z powrotem węchu (po około 2-3 tygodniach) sięgnąłem po warzywa i owoce, które wreszcie odzyskały wspaniały smak i zapach. Chyba podświadomie, chcąc uczynić mój tryb życia jeszcze zdrowszym, zmniejszyłem spożycie fast-foodów, chipsów i innego mocno przetworzonego szajsu. Co ważne, nie pojawił się zwiększony apetyt – częsta przypadłość u osób rzucających palenie.

Kilka razy złapałem się na tym, że widząc palacza, namiętnie zaciągającego się papierosem, myślę: „I po co on sobie wpuszcza tę smołę do płuc? Idiota!”. I pomyśleć że jeszcze niespełna 2 miesiące temu sam to robiłem, z podobnie kretyńską namiętnością.

Najbardziej podstępnym usprawiedliwieniem chęci zapalenia jest tłumaczenie, że to będzie tylko jeden papieros. A czy to nie od jednego papierosa (który nota bene był wstrętny i odrażający) zaczął się cały nasz nałóg?! Weźmy to z drugiej strony: „Ok, zapalę jednego.” Należy wtedy zadać sobie pytanie: co na tym zyskam? Odpowiedź brzmi: ZUPEŁNIE NIC! A stracisz wiele tygodni heroicznej walki. Bo ten jeden papieros będzie tak samo paskudny jak ten pierwszy, wiele lat temu. Ale po chwili stwierdzisz, że zapalisz jeszcze jednego, bo coś jest chyba nie tak i nie odniosłeś z tej pierwszej próby żadnej przyjemności. Drugie podejście będzie już przyjemniejsze. A trzecie jeszcze lepsze. I nawet się nie obejrzysz jak będziesz znowu palić regularnie.

W przypadku nałogu palenia nie istnieje pojęcie „jednego papierosa”. Jeśli chcesz zapalić tylko jednego, zdaj sobie sprawę, że jest to czyn kompletnie pozbawiony sensu. Jeśli na tym jednym się skończy, to nabawisz się tylko niesmaku w ustach i ogromnego poczucia winy. Jeśli zapalisz kolejne – prawdopodobnie znalazłeś się ponownie w szponach nałogu!