Uwiedzeni przez papierosy

Zawsze zaczyna się podobnie niewinnie. Szkoła. W przerwie w zajęciach idziecie grupką do pobliskiego parku. Ktoś wyjmuje paczkę papierosów i częstuje wszystkich po kolei jej zakazaną, a więc i straszliwie kuszącą zawartością. Masz wątpliwości, ale ostatecznie chęć spróbowania, poczucia się jak dorosły oraz – nade wszystko – obawa przed wypadnięciem z grupy biorą górę nad słusznymi obawami.

Myślisz, i tłumaczysz sobie zarazem:

– Przecież to nic takiego. Raz zapalę i na tym się skończy. Pokażę innym, że potrafię, że jestem jednym z nich, a potem nie będę musiał dalej tego robić. Jeśli tylko nie będę chciał.

Oj, żebyś tylko wiedział, jak grubo się mylisz, mój drogi.

Wtedy, na tym początkowym etapie flirtu z nałogiem, zazwyczaj wydaje nam się, że papierosy są manifestacją wolności. Nie zdajemy sobie jeszcze sprawy, w jak subtelną, a jednocześnie niebezpieczną pułapkę wpadliśmy. I jak nieświadomie zapadamy się w nią coraz głębiej i mocniej, z każdym kolejnym wypalonym papierosem. Gdy przychodzi moment otrzeźwienia, uświadamiamy sobie z czym mamy do czynienia. Niestety, odrobinę zbyt późno. Nieprzygotowani do walki, niczym ofiara w sieci pająka, tak podstępnie utkanej, że szamocąc się w bezradności wykonujemy desperackie ruchy celem ucieczki, jeszcze bardziej zaplątując się w lepką nić.

A tymczasem ta prawdziwa wolność to błogostan. Gdy nie musisz już zaczynać każdego dnia od papierosa i papierosem go kończyć. Gdy zaczynają ustępować lęki i obawy, a ty uświadamiasz sobie ich całkowitą bezpodstawność i irracjonalność. Szybko, niejako naturalnie – wraz z rosnącym sukcesywnie komfortem życia, znika obawa, że pewne sytuacje bez papierosa nigdy nie będą już takie same. Wreszcie dochodzisz do słusznego wniosku, że papierosy wcale nie dodawały ci odwagi. One ją podstępnie kradły, zabierając przy okazji tysiące złotych i coś całkowicie bezcennego – zdrowie fizyczne oraz psychiczne.

Z początku boisz się, że zaprzestając palenia utracisz część swoich kontaktów towarzystkich, że współuzależnieni: koleżanki i koledzy ze szkoły, pracy, nie będą już chcieli z tobą rozmawiać, przebywać. Wszak nikt nie lubi dezerterów, zwłaszcza gdy w kompanii atmosfera coraz bardziej gęsta od dymu.


Posłuchaj mnie teraz uważnie.


To nic, że część z tych ludzi się na ciebie obrazi. Niektórzy jedynie na moment, inni unikać cię będą już zawsze. TO ICH PROBLEM, A NIE TWÓJ!!! Na łożu śmierci, po pięciu ciężkich operacjach, w tym jednej polegającej na wycięciu całego płuca, dusząc się z resztką drugiego, też już strawionego przez nowotwór złośliwy, i tak będziesz leżał sam. Dawni znajomi od puszczania życia z dymem, owszem, wpadną, ale tylko po to, aby zobaczyć to, czego być może udało im się uniknąć albo też po to, aby wreszcie zyskać siłę sprawczą do zaprzestania własnego procederu powolnej samozagłady. Bo warto wiedzieć, że żaden palacz tak naprawdę nie chce tego robić i każdy z nich oddałby niepomiernie wiele, aby cofnąć się w czasie, aż do momentu wspomnianego na początku powyżej, i zamiast pozornej asymilacji z grupą wzajemnej adoracji dobrać sobie znacznie lepsze towarzystwo.

Najważniejsze, to iść dalej przez życie bez poczucia utraty czegoś ważnego; bez poczucia utraty czegokolwiek, a wręcz (i koniecznie!) z poczuciem zerwania coraz mocniej wpijających się w nasze sumienie kajdan zniewolenia, oddalenia od siebie mrocznego widma tych wszystkich przerażających chorób. To nie L’Oreal. Naprawdę jesteśmy tego warci!

 

  • Alutka

    No właśnie, mnie się zdaje, że większość byłych palaczy wciąż tęskni za swoim dymkiem i potem prowadzi to częstokroć do pokątnego palenia, ukrywania się, aż wreszcie powracają do nałogu. Smutne…

    • Daisy

      Zgadzam się….mój tata robi podobnie. Taka dziecinada trochę. Jakby nie można było raz a dobrze rzucić. Wiem, że to niełatwe, ale jeśli nie dla siebie to chociaż dla najbliższych……

  • wygląda na to, że całe wieki temu, trafiłam do dobrej grupy…. teraz jeszcze tylko tylko odstawić słodycze i będzie ok…. :)))))

  • Nigdy nie miałam w ustach papierosa! 🙂 Brzydki nawyk 🙂

  • TrzyM trzy-m.blog.onet.pl

    Ttafiłam tu od Frytki.
    Nigdy nie zapaliłam papierosa. Nienawidzę fajek i dymu papierosowego. Moi rodzice kopcili jak kominy nie bscząc że rujnują mi zdrowie. Rok się ostro leczyłam u laryngologa i foniatry a byłam tylko biernym palaczem. Nigdy nie miałam papierosa w ustach i raczej nigdy nie spróbuje.