Taniec z gwiazdami na Polsacie

– Andrzej, a tobie jak się podobał występ?

– Gdybym nie dostał takiego brzucha, to sam bym lepiej nie zatańczył.

– (?!) Wiosna chyba udzieliła się dzisiaj nam wszystkim! – wybrnął zręcznie Ibisz – A teraz biegnijcie szybciutko do kuluarów.

– Spieprzaj z tymi łapami, ekhm… Tak, proszę państwa to Fallus i Wagina, nasi roztańczeni uczestnicy.

– Fallus? Jak było?

– Sorry, bo jeszcze sapię – wycharkał na obiektyw kawałek płuca.

– To ja powiem, ja! Było zajebiście, Fallus świetnie prowadzi. Przy okazji chciałabym pozdrowić całe Pryszcze Nadgórne i moją tchórzofretkę, Kacapa.

– Wagino, to było piękne! To może teraz Fallus; chyba już doszedł do siebie.

– Drodzy widzowie, głosujcie na mnie, jeśli mnie jeszcze nie znacie – to właśnie ja ustawiałem scenografię do wypadku Hanki w „M jak miłość”. A dzisiaj jestem tutaj; dla was i dla mojej mamy, którą bardzo mocno całuję (teraz ekran się dzieli; w drugim studio mama płacze ze szczęścia – kamera na mamę).

– Dziękujemy ci Fallusie za tak gorącą wypowiedź. Jeśli podobał się państwu występ Fallusa i Waginy, prosimy o sms o treści 1 pod numer osiem dwa, pięć trójek; Fallus i Wagina bardzo liczą na państwa głosy.

taniec z gwiazdami polsat

Polsatowski „Taniec z gwiazdami” włączyłem z jednego tylko powodu. Chciałem zobaczyć, jaką jurorską elokwencją popisze się Andrzej Grabowski, który bardzo nie lubi, gdy nazywa się go „Panem Ferdkiem”. A więc, Pan Ferdek, tak jak się spodziewałem, przejął nie tylko posadę ale również i styl Zbyszka Wodeckiego (zaraz…chyba pomiędzy był jeszcze Józefowicz, ale – pomińmy go). Nie ma zielonego pojęcia o tańcu i robi tutaj za zapchajdziurę; gościa, który ma prawić banały i luzować atmosferę. Wychodzi mu to jako tako, ale każdy, kogo potrzeby życiowe wykraczają poza spektrum egzystencji ameby, doskonale wie, że Grabowski robi to tylko i wyłącznie dla kasy. Niby nic w tym złego, ale aktor z krwi i kości (jakim sam się mieni) takich rzeczy robić jednak nie powinien. Gdyby podjął się roli sędziego-eksperta na castingach dla aktorów – wtedy wszystko byłoby w porządku. I niechby dostawał za to nawet 10 razy tyle, w ogóle nie o to chodzi. Powinien również zważyć, w jakim towarzystwie przyjdzie mu się obracać w programie. A menażeria to iście egzotyczna i że tak powiem – z dupy wyjęta.

Z tych wielkich nazwisk uczestników show znam tak naprawdę jedynie Piotra Gruszkę. Słyszałem również o Karolinie Szostak, z racji biustu, a jakże, oraz o Natalii Siwiec, której „cnota” jest nakręcanym przez nią samą tematem dyskusji publicznej. Nie zmienia to faktu, że choćby na scenę wpuszczono stado krów, gawiedź na sali i tak będzie ryczeć, klaskać i wiwatować. Zamierzałem wspomnieć o pani Tyszkiewicz, ale nie będę się już pastwił; powiem tylko, że ona wystąpi w roli jurora, nawet gdyby przyszło jej to robić z umocowanym do twarzy aparatem tlenowym.

Miałem dzisiaj przyjemność obejrzeć western „Był sobie łajdak”. Wierzcie mi, Kirk Douglas na pewno by nie zatańczył, no chyba że w rytm wystrzeliwanych w jego kierunku kul. Tak, gdyby publiczności „Tańca z gwiazdami” rozdawano naładowaną broń palną, z całą pewnością stawiłbym się w studio nagrań – co pewnie was zdziwi – już bladym świtem.