Skręcenie stawu skokowego

Przed tygodniem, tj. 12 października doznałem tego nieprzyjemnego urazu. Znosiliśmy po schodach regał i w pewnym momencie, będąc przekonanym, że osiągnąłem już płaską podłogę, wykonałem lewą nogą krok „na pewniaka”. Okazało się, że byłem dopiero na przedostatnim schodku. W efekcie stopa przekrzywiła mi się do wewnątrz, a ja, straciwszy równowagę, osiadłem na niej swoim ciężarem, jednocześnie przytrzymując jeszcze regał. Usłyszałem charakterystyczne pyknięcie, po czym poczułem niewymowny wprost ból. Nie pamiętam, abym kiedyś doświadczył czegoś równie silnego. Na szczęście bolało tylko przez moment, ale kostka zaczęła natychmiast puchnąć z lewej strony. Po godzinie wyglądała już tak.

skręcona-kostka1

Minęło trochę czasu, zanim dotarłem do domu. Zaraz potem w ruch poszedł Altacet w żelu i zimne okłady. Nogę trzymałem w miarę możliwości na podwyższeniu. Niestety, wzmagało to ból. Za dwie godziny miałem już poważne kłopoty z chodzeniem, gdyż opuchlizna była bardzo bolesna i tkliwa, a ponadto swoją objętością i umiejscowieniem skutecznie krępowała naturalny ruch stopy. Nie chciałem jechać na dyżur szpitalny, bo byłem pewien, że tam wsadzą mi tę biedną nogę w gips. Dla nich jest to rutynowa procedura, działają standardami lat 80. Zamienników dla gipsu nie oferują, a przecież nie wypuszczą pacjenta nie w pełni zaopatrzonego. Wykonałem natomiast telefon do znajomego rehabilitanta, aby doradził, co robić. Zostałem uspokojony: przede wszystkim nie ma pośpiechu. Należy leżeć, nie nadwyrężać nogi, smarować i chłodzić, a czas raczej będzie działał na moją korzyść niż na niekorzyść. Tym sposobem, przeleżałem w domu całą niedzielę, a w poniedziałek zgłosiłem się do prywatnej przychodni ortopedycznej, w której pracuje znajomy. Dotarłem tam o kulach, poruszając się przy ich pomocy jak ostatni patałach. Dopiero potem dowiedziałem się, że robię to źle. Fizjoterapeuta przeprowadził dokładne badanie i wymęczył mnie przy tym ostro. Podobało mi się, że porównywał zakres ruchu i zachowanie stawu nogi uszkodzonej z wzorcem, jakim była moja druga noga, to wskazuje na profesjonalizm. Nie stwierdzono wiotkości w stawie i wstępnie odrzucono uszkodzenia kości, jednak profilaktycznie dostałem skierowanie na rentgen. Wszak badania są po to, aby z nich korzystać. Prześwietlenie nie wykazało złamań, ale umiejscowienie gabinetu RTG woła o pomstę do nieba. Jest to przychodnia publiczna, a pokój prześwietleń (prywatny, koszt zdjęcia – 50zł) znajduje się na piętrze, gdzie wejść trzeba po bardzo starych i nierównych schodach. Windy oczywiście brak. Co było w głowie człowieka, który to wymyślił? Niestety jest to jedyny rentgen w mojej okolicy. Oczywiście nie licząc szpitala, ale jak już mówiłem – ja z nim wolę na odległość.

Ostateczna diagnoza brzmiała: skręcenie inwersyjne stawu skokowego II stopnia, czyli rozerwanie torebki stawowej wraz z naderwaniem więzadeł. Na to drugie wskazują zasinienia widoczne na tym paskudnym zdjęciu.

kostka-staw-skokowy

Dostałem zalecenie kupna stabilizatora stawu skokowego. W Internecie, jak również w przestrzeni mojego miasta istnieje wiele sklepów ze sprzętem ortopedycznym i rehabilitacyjnym. Znalezienie konkretnego modelu nie było problemem, koszt – 100zł. Wyrób szwedzki, czarny, wiązany na sznurowadła a dodatkowo wzmacniany trzema taśmami na rzepy. Co prawda, zakładanie go nastręcza na początku odrobinę trudności, ale jak już się wdrożymy, to zrobimy to nawet po ciemku. Noga trochę od niego boli, ale naprawdę ułatwia chodzenie – czyni stawianie uszkodzonej kończyny pewniejszym i ustawia stopę w pozycji optymalnej. Czyli zapobiega zrobieniu sobie dalszej krzywdy. I o to chodzi. Jest przy tym bardzo lekki i mieści się do buta.

Przez 5 dni starałem się nogę bardzo oszczędzać, właściwie moja aktywność ograniczała się do przejścia do kuchni czy łazienki. Było to poniekąd wymuszone bólem, jaki powodował każdy ruch. Niestety, wczoraj musiałem wykonać wielką eskapadę po mieście – całe 300 m pieszo. Dla człowieka ze zdrowymi nogami odległość śmieszna, dla mnie zaś – pół godziny męki. Wyprzedzały mnie starsze panie o laskach i z wózkami na zakupy. Pierwszy raz w swoim życiu doznałem urazu, który upośledza moją zdolność poruszania się. Starte kolana w dzieciństwie pomijam. Powiem krótko: jest to bardzo kiepska sprawa i współczuję serdecznie wszystkim tym, którzy na co dzień muszą się zmagać z jakąś dysfunkcją aparatu ruchu. To zwyczajnie odbiera radość z życia. Mam nadzieję, że za tydzień, czyli po dwóch tygodniach od powstania urazu zaczną u mnie powracać normalne ruchy w stawie. Obecnie jest on jeszcze sztywny, obolały i ciągle pstryka. Widać, musi minąć dużo czasu, nim rozerwana torebka stawowa ponownie wypełni się odpowiednią ilością mazi, a uszkodzone więzadła odzyskają swoją ciągłość i sprawność. Pewnie potrwa to miesiąc, natomiast z uwagi na znaczną bolesność, jaką odczuwam przy chodzeniu, dostałem dwa tygodnie zwolnienia. Należy wspomnieć o konieczności przyjmowania leków na rozrzedzenie krwi – w moim przypadku jest to 1000 mg kwasu acetylosalicylowego na dobę.


I minął miesiąc od powstania urazu. Cóż mogę powiedzieć – jest już prawie dobrze. Prawie, bo nadal jeszcze trochę kuleję i mam problemy ze schodzeniem po schodach. Po trzech tygodniach rekonwalescencji nastąpił przełom, tj. noga praktycznie przestała boleć, a opuchlizna zeszła niemal całkowicie. Pozostało tylko zgrubienie kostne na wysokości stawu skokowego, a to miejsce jest nadal nieznacznie cieplejsze, ale ponoć to normalne. Ważne, żeby w tym czasie nie leżeć cały czas w łóżku, tylko skręconą kostkę rozchodzić. I ćwiczyć, nawet we własnym zakresie. Zginać stopę aż do granicy bólu, masować mięśnie i ścięgna. Oczywiście, też nie do przesady. A przede wszystkim – nie nosić starych rupieci po schodach, tylko wytrąbić je przez okno. Tak naprawdę, to tylko ostrożność i skupienie podczas stawiania kroków może nas uchronić przed takimi urazami, a i to nie zawsze, bo wypadki zdarzają się nawet pomimo to. I ciężko o to kogokolwiek obwiniać. Ot, zdarzenie – grunt, że pacjent będzie żył.

  • Ortis

    Też miałam skrecenie, tylko wydaje mi sie że mój krwiak był jeszcze wiekszy bo cały wchodzil wyzej, na piszczel. Dali mi to w gips i zaluje że sobie pozwoliłam, bo to tylko spowolnilo moje dochodzenie do siebie a noga po gipsie cholernie osłabiona. Wiesz, dobrze zrobileś że nie pojechałeś z tym na dyżur. Po roku kostka dalej mnie jeszcze pobolewa i to tak, że czasem musze wziac ketonal.

  • Pingback: Skręcenie stawu skokowego II stopnia | Medycyna z pasją()

  • weska100

    No to niezły….,,fiolet,, miałeś. Zamiast gipsu.
    Obrazowe zdjęcie i bez konfabulacji…
    Po/zdrowie(ę) zatem.

  • MikeC

    Mam to samo. Trochę inaczej mi spuchła. Zasinienie mam prawie identyczne. Twoja opowieść bardzo mi pomogła. Dużo przydatnych informacji. Dziękuję. Polecam żel Reparil bardzo skuteczny oraz Aescin w tabletkach przeciw zakrzepom i krwiakom lepszy od aspiryny bo nie rozwala żołądka. Trzeba jak najszybciej chodzić i obciążać w miarę rozsądku uszkodzoną kostkę. Ja bez gipsu i usztywniacza tylko z obcisłą skarpetką po 2 tygodniach już bardzo sprawnie się poruszam lekko tylko kulejąc. Także jest to stopień drugi 3 więzadła dostały mocno.

    • Dzięki za Twoją historię i cenne rady, jak najszybszego powrotu do pełnej sprawności życzę!

  • Witaj! Ten podskórny „ślimak” wygląda na wysięk płynu stawowego, zaś same okoliczności powstania urazu (chrumknięcie) wskazują na lekkie skręcenie stawu skokowego. Nie jestem lekarzem ani rehabilitantem i ciężko mi coś doradzić, warto skonsultować się w prywatnym gabinecie bądź u innego lekarza państwowo. Sprawa nie wygląda na poważną, bo ból, jak piszesz, jest niewielki, jednak na pewno stopę powinien obejrzeć ktoś z odpowiednim podejściem i wiedzą – z mojego przypadku wynika, że wystarcza kompetentny rehabilitant. Do tego czasu smarować Altacetem/Naproksenem i przykładać lód.

    Wszystkiego dobrego Ci życzę!

  • Ja chyba tylko lekko skręciłam, bo akurat nic nie niosłam (torebkę, ale dość lekką). Niestety but był na średnim obcasie, a noga zsunęła mi się z mikro schodka (ostatni taki na 1-2 cm), o którym zapomniałam. Niestety również sytuacji towarzyszył upadek (na kolana i ręce), bo noga bólu nie wytrzymała (zakładam mechanizm obronny). W szpitalu musiałam się pojawić głównie ze względu na ciążę. Ortopeda oczywiście nic nie zrobił – rtg odstąpił przez ciążę, a usg nie miał (zapisana jestem dopiero na 11 kwietnia w Enel-med!! :-(). Gipsu nie zakładał, zalecił zimne okłady i trzymanie w górze. Lekarz z Enel-medu dorzucił stabilizator (już do mnie jedzie), a ginekolog zezwolił na jakieś środki do smarowania – w aptece polecili prel blue (plaster chłodzący z mentolem) i maść arnikową.
    W zasadzie nawet u mnie nie jest źle. Część opuchlizny zeszła, boli głównie przy dotyku z jednej strony kostki, trochę przy ruchach na boki i jak ją obciążę przypadkiem, ale bez szału. Dodam, że nie minął jeszcze tydzień, bo uszkodzenia doznałam w ubiegły czwartek wieczorem.

  • Weronika

    Skręcony staw skokowy minęły niecałe dwa tygodnie, ale lekarz ortopeda nadal nie pozwala mi stawać na stopie. Kolejne dwa tygodnie mam chodzić wciąż w stablilizatorze, o kulach, na jednej nodze. Na początku było chłodzenie 4/dzień po 15min. Do teraz i następne 10 dni Zastrzyki przeciwzakrzepowe, cyklo3fort na obrzeki, do tego maści: Olfen, Lioton1000,altacet. Dexak przeciwbólowo. Martwi mnie to, że ani w szpitalu brodnowskim ani w Medicoverze nie zlecili mi USG- naciskać na wykonanie tego badania?

    • Weroniko, nie chciałbym podważać kompetencji ortopedy, ale mnie wyraźnie i z dużym naciskiem mówiono, aby stawać na uszkodzonej stopie, zmuszać ją do delikatnego ruchu już od samego początku. Granicę tego ruchu wyznaczają ból i dyskomfort. Na jednej nodze o kulach chodzi się przy złamaniu – to również podkreślano, bo sam próbowałem tak podskakiwać. Chłodzenie i leki miałem podobne, za wyjątkiem zastrzyków – u mnie duże dawki aspiryny. Największą ulgę przynosił schłodzony w lodówce żel altacet.

      Co do USG – nie zawsze jest konieczne, chociaż ponaciskać nie zaszkodzi; natomiast czy było zrobione prześwietlenie RTG?

  • Iza

    Hej. Miałam takie same objawy jak Ty. Najpierw dziwne zgrubienie w okolicach kostki zewnętrznej, po czasie obrzęk i krwiak. Zmniejszona ruchomość w stawie bol prostowników palców i ścięgna mięśnia strzałkowego. Po miesiącu prawie wszystkie dolegliwości mineły. Pozostało zgrubienie i opór przy zgięciu podeszwowym stopy (stanie na palcach) Kiepsa ruchomość, bol, obrzęk i krwiak wszytsko to jest mi znane, lecz nie to zgrubienie. Zeszło Tobie to zgrubienie? Jak było w Twoim przypadku?

    • Cześć. Po ponad trzech latach zgrubienie dalej jest. Oczywiście nie takie, jak na pierwszej fotografii, ale cały staw jest wyraźnie grubszy, po obydwu stronach – łatwo to stwierdzić obejmując dłonią najpierw kostkę u jednej nogi, a potem u drugiej. Widocznie tak już musi być, może to jakaś tkanka bliznowata.