Seler naciowy wzmaga potencję…

Znalazłszy się przypadkowo w sklepie osiedlowym, supersamie znajdującym się nieopodal miejsca zamieszkania mych wspaniałych rodziców, postanowiłem kupić coś dla mojego puchatego podopiecznego, świnki morskiej Edwarda, którego stali Czytelnicy znają już całkiem dobrze.

Sałata lodowa – 7,50zł. Lubię Edwarda, ale żeby zaraz wpędzać się dla niego w takie koszta? Toż ja nawet nie wyrobię na to, a i sam muszę przecież coś jeść! Lecimy więc dalej po półkach.

Sałata masłowa – 4 złote polskie, a do tego jakaś taka nędzna i zwiędła.

Natka pietruszki – 1,50zł za coś szumnie zwanego „pęczkiem”, gdzie obok pęczka to to nawet nie leżało. Kilka niewyrośniętych gałązek spiętych potrójnie najmniejszą gumką recepturką. Żenada. Na bazarze za 2 złote rolnicy, i im podobni ludzie ciężkiej pracy oferują pięciokrotność tutejszej natki, o wybarwieniu, świeżości i wspaniałym, zdrowym turgorze towaru nawet nie wspominając. To tak samo, jakby porównywać starego Golfa – sprowadzonego z okolic Hannoveru odpicowanego rozmoczonego trupa dla obywateli Kielc i okolic – do nowego BMW.

Chwyciłem w końcu i wrzuciłem do sklepowego wózka seler naciowy, niespełna 3 złote za taki porządny kawał warzywa, z przymrużeniem oka mogącym zostać uznane za falliczne:

seler naciowy

Szkoda tylko, że obcięli większą część listków, skurwysyny, złodzieje! Razu jednego, udało mi się kupić prawdziwie wypasiony seler naciowy, gdzie u góry mnogość wyżej wymienionych odpowiadała tej, u natki pietruszki. Bo warto wiedzieć i zdawać sobie również sprawę z faktu, że Edward konsumpcję warzyw rozpoczyna właśnie od najdelikatniejszych listków, taki z Niego smakosz!

Nic to jednak, bo w ostateczności mój drogi pupil zadowala się również samą tylko łodygą, po konsumpcji której wydaje z siebie intensywną woń niedzielnego rosołu babci Stanisławy.

świnka morska

Najlepsze było jednak przy kasie

Siedziała na niej (?!) pewna starsza pani, z plakietki dowiedziałem się, że mam do czynienia z panią Martą, nazwiska NN, a przynajmniej dla niewtajemniczonych. Ja w tą panią wtłaczać wtajemniczać się bynajmniej nie zamierzam, chociaż ona zapewne skłonna byłaby wykazać ku temu znaczą ochotę, sami posłuchajcie:

– Ooo, seler naciowy, podobno wzmaga potencję…

– A nie wiem…. mojej nic nie dolega.

– Ha ha, nie wątpię… a jak pan go przyrządza, bo sama szukam sposobu?

– Miła pani, w ogóle go nie przyrządzam, tylko podaję śwince morskiej w stanie surowym. Czysta witalność.

– Ach tak… to zapamiętam!

I tym sposobem, w swoim przepastnym spisie kobiet zaciągniętych do łóżka de nomine, mogę bez przeszkód nanieść kolejną pozycję. Szczęście, że to tylko rezerwa na gorsze czasy 😉