Rehabilitacja po skręceniu stawu skokowego

Cóż, sprawa najważniejsza i absolutnie priorytetowa: jak najszybciej po urazie musisz się położyć, unieść wysoko uszkodzoną nogę i obłożyć staw lodem. Ja tego nie zrobiłem i pewnie dlatego efekty zaniedbań odczuwam do dziś. Od wypadku minęły już prawie 3 miesiące a nadal są dni, że noga boli i to bez wyraźnej przyczyny. Upatruję jej w pogodzie, z resztą od kiedy tylko pamiętam, nieciekawie reaguję na zmiany aury. Po wstaniu z łóżka staw jest trochę sztywniejszy niż powinien i zawsze muszę go odrobinę rozruszać, zanim zacznę chodzić. Uruchamiam kostkę poruszając stopą w górę i w dół. Czasem przesmaruję jeszcze okolice stawu Altacetem, fajnie pomaga.

Jeśli nie jesteś sportowcem, któremu zależy na jak najszybszym odzyskaniu formy, włączaj swój staw do ruchu stopniowo. A przede wszystkim, nie pozwól założyć sobiegipsu. Rozmawiałem na ten temat z fachowcami od medycyny sportowej i z ich opinii jasno wynika, że leczenie skręcenia kostki pierwszego i drugiego stopnia za pomocą szyny gipsowej to średniowiecze. Jeśli więzadła nie zostały zerwane, a tylko nadszarpnięte i staw nie wykazuje rozchwiania, to całkowitą niedorzecznością jest takie postępowanie ze spuchniętą nogą. To jeszcze bardziej wydłuży przebieg gojenia i powrót do sprawności. Wszyscy, jak jeden mąż zalecają korzystanie z nowoczesnych, lekkich stabilizatorów. Ja takiego używałem i bardzo sobie chwalę. Ułatwiał mi życie i chodzenie przez ponad miesiąc. Nie golę nóg, nawet do zdjęć.

stabilizator stawu skokowego

Przed pierwsze dwa tygodnie wspomagałem się kulami, potem odrzuciłem je jednym silnym ruchem. Co ważne, przy tym urazie nie powinniśmy przenosić całego ciężaru ciała na kule (jak przy złamaniu). One są jedynie po to, aby się nie przewrócić, a chodzić trzeba próbować w sposób jak najbardziej naturalny. Najpierw zawsze stawiamy chorą nogę i przeciwstawną kulę. Potem dołącza zdrowa noga i kula po stronie uszkodzonej. I śmiało idziemy. To jest właśnie podstawą rehabilitacji, bo ten uraz należy po prostu rozchodzić. Oczywiście, na początku w granicach rozsądku – ból będzie to regulował. Gdy ten się nasila, zatrzymaj się, przysiądź na moment i ruszaj znowu. Nie ma pośpiechu. Ja zaczynałem od spacerów po podwórku – do śmietnika i z powrotem. Po kilku kolejnych dniach obchodziłem już cały teren dookoła. Najgorzej było przy schodzeniu ze schodów – jechałem windą, nawet wtedy, gdy musiałem pokonać tylko jedno piętro. Jednak nie ma siły, bo często trzeba te kilka schodów pokonać, np. przy wyjściu z bloku. Wtedy zaciskamy zęby i mocno trzymamy się poręczy. Bólu jednak i tak nie unikniesz. Ale on będzie stopniowo łagodniał, najważniejsza jest ostrożność. I cierpliwość. Gdy leżysz, unieś nogę i wykonuj pionowe ruchy w stawie (możesz pomagać sobie gumą). Poziomych na razie pod żadnym pozorem. Tak mi radził rehabilitant i skutkowało. Nie korzystałem z żadnych zabiegów, mimo to, z każdym tygodniem zauważałem znaczną poprawę i stopniowo powracałem do normalności. Lód i Altacet po kilka razy dziennie. Żadnego wchodzenia na taborety czy drabiny! Z resztą, i tak nie byłem w stanie.

Martwi mnie jedynie, że moja łazienka od 3 miesięcy czeka na wykończenie. Na krótko przed wypadkiem naciągnąłem białą gładź szpachlową na ściany, ale nie zdążyłem ich już doszlifować ani pomalować. Ciągle obiecuję sobie, że już jutro się tym zajmę, jednak – po prostu, nie mam na to jeszcze odwagi. Chociaż, na stołek już wchodzę.