Proszę Państwa: Tercet Egzotyczny

Żaden chyba jeszcze polski bloger nie poświęcił temu, historycznemu już zespołowi osobnego, emocjonalnego wpisu. Będę więc pierwszy. A pierwsi będą ostatnimi, itd. Coś w tym jest. Tekst zaklasyfikowałem do kategorii „Rozrywka”, chociaż tutaj bardziej pasowałaby metka: „Upadek”. I nie chodzi o upadek w kontekście opisywanego zespołu, a o mierność naszych obecnych czasów, czasów, które zapominają, które gardzą swoją piękną (momentami) historią, gdy ludzie mieli więcej czasu dla siebie nawzajem i bywali również sobie życzliwsi. Często łapię się na używaniu zwrotu: „Ach, to byłoby nie do pomyślenia w latach 1970.”, pomimo że moi kochani rodzice nie znali się nawet wtedy jeszcze. Ale ja wiem. Wy też powinniście!

Grunt, to się czymś wyróżniać

Taka chyba myśl przyświecała panu Zbigniewowi Dziewiątkowskiemu, gdy przed ponad 53 laty zakładał zespół. Warto jednak wiedzieć, że „Duet Egzotyczny” – polski koncept na muzykę latynoamerykańską – powstał już jakiś czas wcześniej, jednak odczuwalny niedosyt kluczowego, trzeciego ogniwa coraz mocniej dawał o sobie znać. I wtedy właśnie Zbyszek, deus ex machina, spotkał Izabelę, w której to zakochał się już od pierwszego wejrzenia, bez pamięci, na całe dekady, dopóki śmierć nas nie rozłączy.

Przedwczesna, zresztą.

Za co ich lubię, kocham i szanuję?

Znacie mnie i wiecie, że mam pewne, mgliste, pojęcie o muzyce. Powiedzmy sobie szczerze – pani Izabela fałszowała zazwyczaj niczym strojny i nadobny (to by się zgadzało) samiec pawia (to już mniej), poddany przymusowemu wyrywaniu piór. Natomiast dwaj panowie z zespołu… sami posłuchajcie, zwracając szczególną uwagę na wdzięcznie dobrane słowa, które wyrażają prawdziwą miłość:

Pomimo że zdaję sobie doskonale sprawę, jakim obciachem jest obecnie lansowanie tego materiału, z całą stanowczością stwierdzam: moje czułe ucho muzyka nie słyszy tutaj ani jednej fałszywej nuty, czy to w śpiewie, czy w melodii, która to jest nadzwyczaj wpadającą w ucho. A nie tak, jak te obecne gwiazdeczki typu Margaret. Brrr. One, w całokształcie, brzmią dokładnie tak, jak gdyby przepuścić lochę przez młockarnię. O to, to! Widziałem już takie rzeczy.

Kocham odwagę zespołu, przy której moje życie jawi się jak ucieczka tuńczyka przed rekinem. Z kolei większej części współczesnej młodzieży pewne wcześniejsze poczynania waszego upadłego blogera rysują się jako samotny spacer po Jowiszu, bez aparatury tlenowej, eskorty i łączności. Ot, znak czasów, wszystko blednie i niewieścieje, a prawdziwych mężczyzn nawet z latarką diodową waszych iPhone’ów nie znajdziecie. Nie mam pojęcia, czy tak się odmienia tę nazwę i leję na to. Mnie Steve Jobs nic nie płaci. Może dlatego, że nie żyje. Hehe.

Wracając. Napotkawszy betonową ścianę na rodzimym gruncie, rychło wyjechali, wypłynęli za ocean. Jedyny słuszny kierunek – USA. Wczoraj, dziś i jutro… nie było, nie ma i długo jeszcze nie będzie innej drogi do naprawdę wielkich sukcesów, pieniędzy i poważania.

Kicz? Nic z tych rzeczy!

Kiczem to może są te wyżej wspomniane, współczesne gwiazdki, których nadęta, nachalna prezencja oraz wszechmedialna prostytucja nie są w żadnym stopniu zdolne skompensować ich żenująco miernych pseudo-umiejętności wokalnych oraz przyrodzonej, immanentnie wpisanej weń sztuczności. Podczas gdy odbiorcy na poziomie cenią naturalność, prawdziwe emocje. Tercet Egzotyczny najlepszym tej tezy potwierdzeniem. Spójrzcie, jak oni, szczerze, kochają i szanują swoją publiczność. A bilety na ich koncerty, przez całe dekady, wyprzedawane były co do jednego, gdzie na czarnym rynku ludzie zabijali się o wejściówki u tzw. koników, czyli dystrybutorów drugiego obiegu. Oni (Tercet Egzotyczny – przyp. Autora) robili to wszystko nie dla siebie, a dla ludzi.

Dla ludzi, przy czym tutaj, w Polsce, do pewnego momentu, ich nie chciano. Cóż, znaleźli sobie inne, być może lepsze audytorium. Oczywiście, że lepsze! Bo cóż może być lepszego, nad amerykańską Polonię!? Ludzi w odpowiednim momencie wyswobodzonych z postradzieckich kajdan, w pełni wolnych, diablo bardziej szczęśliwych niż ich żałośnie smętni kuzyni, nieudolnie (do dzisiaj) goniący za źle zaszczepionym kapitalizmem. Powiem, jako ciekawostkę, że aż 1/3 moich czytelników stanowią osoby zza Oceanu, obywatele obu Ameryk. Uwielbiam Was, z utęsknieniem czekając na wizę.

Projekty unijne? Okej, jeśli lubisz, gdy Niemiec (już niedługo Ahmed von Schmidt albo Helmut Mohamed Ali) pluje Tobie w twarz. Polacy mają tę, niepokojącą tendencję, że patrzą na swoje życie, na świat, w sposób wyłącznie teraźniejszy. Ja (my) tu i teraz. Do tego kiełbacha zwyczajna (luxury toruńska) z grilla i piwo – to jakiś żart z nazwy – Królewskie, ewentualnie wódeczka z przeceny. Pardon, promocji… ach, jakież to europejskie! A ja wam powiem, że wybierając artykuły w sklepie, cena jest dla mnie dopiero trzecim kryterium w kolejce. Góruje jakość, znaczenie ma marka. Bo przecież nie postawię przed piękną kobietą, a z innymi nie wchodzę w ciekawe relacje, wódki Eskimos. Ba – nie postawię nawet przed sobą samym, a pijałem już różne rzeczy, w tym bimber 90% z jelenia. Ostatnio pożyczyłem… 20zł (słownie: dwadzieścia złotych) koledze z pracy, do pierwszego. Oferowałem 200, z podręcznych, ale zażenowanie znajomego szybko ucięło tę propozycję. Mnie też zrobiło się głupio, ale… jako że nie wydaję fortuny na papierosy oraz wyżej wspomnianą „teraźniejszość”, stać mnie na wszystko. Jednak:

– Jak oni mają żyć, Panie Premierze, pardon, Pani Premier… jak oni mają żyć?! To, że krótko, to my doskonale już wiemy. Czekamy na bardziej sugestywne i skuteczne zarazem metody… eksterminacji.

– Jak mają żyć ludzie, którzy przyjechali tutaj, do odległego, wszechmocnego i obiecującego miasta w poszukiwaniu pracy i złudnego dobrobytu? Regularnie płacąc za wynajem mieszkania 1500zł miesięcznie, a zarabiając przy tym 1900zł netto. Buster przecież wszystkich nie przygarnie!

– Kiedy komuś z decydentów przyjdzie do głowy, aby zacząć rozwijać lokalną produkcję: rolną oraz przemysłową, zatrzymując tych ludzi tam, gdzie ich miejsce, w pobliżu ich rodziców? Bo kto staruszkom pomoże, kto będzie się nimi za niedługi czas opiekował? Syn, niestety już alkoholik, mieszkający kątem w zapchlonej kawalerce znajomego-biznesmena, 500km stąd? Czy może ukochana córka, samotna matka trojga dzieci, w tym jednego niepełnosprawnego, gdzie nie mamy na myśli jedynie zeza i wady zgryzu, nie podejmujemy też przykrego acz uleczalnego tematu rozszczepu wargi, a mówimy raczej o całodobowym, osobistym i finansowym uwiązaniu, mnogości poświęceń, wyrzeczeń i upodleń niewyobrażalnych dla tzw. zwykłego śmiertelnika. Czy ktoś tu jeszcze jest przeciwny aborcji z przyczyn medycznych?

Ale mówiliśmy o Tercecie.

Był świetny, obecnie jest legendą, i – zapamiętajcie, proszę, moje słowa – niedługo tylko na tych legendach opierać się będzie samoświadomość i kształtować tożsamość ludzi noszących w sobie prawdziwą iskrę życia, inteligentnych i niepokornych, zapędzonych przez współczesny świat w kozi róg, z którego drogi ucieczki nie widać.

Za tym pustym stepem miasto jest ogromne,
Dla nas dwojga tam zbuduję piękny dom,
Przyślę list, a potem ty przyjedziesz do mnie,
Odnajdziemy szczęście swe daleko stąd.

Komentarze w blogu będą zamknięte z przyczyn obiektywnych; być może do odwołania, być może nie.