Pieskie życie w mieście

BOSTON TERRIER - PARIS - 19-21 novembre 2013

Zostałem zaproszony do wzięcia udziału w kampanii społecznej „Pies w mieście”, na co chętnie przystałem, bo chociaż sam nie mam psa, to na swoim osiedlu zdaję się być nimi wręcz otoczony. Jakiś czas temu mogliście przeczytać u mnie tekst, mający na celu wskazać absurdy związane z niektórymi aspektami posiadania nieodpowiednich ras psów w mieście, bądź też zbyt dużej liczby czworonogów w przeliczeniu na głowę mieszkańca. Dzisiaj zaś, podejdziemy do problemu od strony naukowej.

Czy lubisz życie w mieście? Moje uczucia i odczucia są ambiwalentne. Z jednej strony doceniam szerokopasmowy internet, kablówkę, bliskość sklepów, uczelni i atrakcji kulturalnych wszelkiej maści ale równie często mam dość zgiełku, szumu, gwaru, ludzi… I właśnie wtedy uciekam na wieś. Niestety, psy żyjące w miastach nie zawsze mają taką możliwość, często największym urozmaiceniem ich losu są spacery po betonowym podwórku.

wykres psy

Według statystyk i przewidywań, za 5 lat 55% z nas będzie żyło w miastach. Szacuje się, że do 2050 roku liczba ta wzrośnie do 70%. Czeka nas miejskie przeludnienie, nie wspominając już nawet o rosnącym stopniu zmotoryzowania obywateli. Słyszeliście, że od kiedy tylko rozniosła się wieść o liberalizacji przepisów dotyczących uprawnień do prowadzenia małych motocykli, Polacy szturmem ruszli do salonów i wykupili wszystkie pojazdy aktualnie dostępne, dokonując jednocześnie rezerwacji na cały najbliższy rok importowy? Ja słyszałem, ale jak już kiedyś wspominałem – mnie motocykle nie przeszkadzają, a tyle osób oczekuje przecież na organy do przeszczepu. Warto natomiast zdawać sobie sprawę, w jaki sposób hałas generowany przez wysokoobrotowe silniki jednośladów może oddziaływać na psy.

Jak dowodzą badania, czworonogi są w stanie odbierać znacznie szerszy zakres częstotliwości niż człowiek. Podczas gdy u ludzi górna granica słyszalnego dźwięku wynosi 23 kHz, ich pupile mogą odbierać z otoczenia szumy dochodzące nawet do 45 kHz – psy są wrażliwe na ultradźwięki. Widziałem kiedyś reklamę specjalnego gwizdka, służącego do samoobrony przed atakami psów. Miał on generować niesłyszalne dla człowieka wysokie tony, powodujące u psa dezorientację i ucieczkę. A teraz wyobraźcie sobie, jak musi się czuć zwierzę, bombardowane takimi dźwiękami właściwie permanentnie.

Psy są szczególnie narażone na wdychanie związków toksycznych, bo ich nosy znajdują się na wysokości rur wydechowych samochodów. Mają też bliski kontakt z olejami, które osadzają się na ulicach i chodnikach. Szkodliwy w tym przypadku jest też psi zwyczaj lizania sobie łap – w ten sposób do organizmu zwierzęcia przedostaje się jeszcze większa ilość trucizn. Skutek? – Zwiększona zachorowalność na astmę, zapalenie oskrzeli, a także ryzyko utraty węchu, rozwoju chorób neurologicznych o podłożu zwyrodnieniowym i zapalnym, a nawet nowotworów.

Na ulicach, w parkach oraz środkach transportu publicznego – wszędzie czworonogi będą musiały mierzyć się z tłumem nieznanych im ludzi, często mogących zachowywać się w sposób dla nich niezrozumiały. Warto bowiem wiedzieć, że o ile pole widzenia człowieka obejmuje około 180°, o tyle w przypadku czworonoga wynosi ono aż 250°. Oznacza to, że pies widzi świat panoramicznie. Przez to słabiej koncentruje się na obiektach, które znajdują się od niego w niewielkiej odległości. Wzmaga to dodatkowo jego dezorientację.

pies na ulicy

Wszystkie te czynniki prowadzą do stresu oksydacyjnego. Jest to brak równowagi pomiędzy antyoksydantami (przeciwutleniaczami) oraz prooksydantami (utleniaczami), za sprawą której zwiększa się produkcja wolnych rodników i nadtlenków. Te z kolei wywołują w organizmie uszkodzenia komórkowe na poziomie białek, lipidów, czy też struktury DNA.

Wiecie jaki jest największy problem psów w mieście? Nie chodzi o samo narażenie na wszystkie wyżej wymienione czynniki. My, ludzie, podlegamy podobnej ekspozycji, ale od psów odróżnia nas tutaj jedna zasadnicza sprawa (poza ogonem, oczywiście) – umiejętność i możliwość reakcji. Podróżując irytująco wyjącym tramwajem przez centrum wkładamy sobie do uszu słuchawki walkmana (o ile dalej żyjemy w latach ’80). Pies tego nie zrobi. Nie zamknie również okna, jeśli będzie sam w mieszkaniu a na podwórku pracownicy administracji będą asfaltować podjazd. Weźmy też pod uwagę, że wszystkie nasze zmysły są o wiele mniej wyostrzone niż u krewnych wilka. Nie ma więc mowy o tym, aby pies w mieście nie cierpiał z powodu nadmiaru bodźców. Będzie odczuwał to zawsze, mniej lub bardziej – zależnie od miejsca pobytu i trybu życia. Musimy pamiętać, że to na naszych barkach spoczywa obowiązek zapewnienia godziwych warunków swojemu pupilowi, bo przecież to właśnie my dla niego taki styl życia wybraliśmy. Każde środowisko ma swoją specyfikę, wieś również nie jest bez wad ale w moim przekonaniu pies ma tam lepiej. Swoboda, świeże powietrze, atrakcje typu: kury i prosiaki do ganiania oraz oczywiście własne (często rozległe) terytorium, za które czuje się odpowiedzialny. 30-metrowa klitka w bloku siłą rzeczy nie jest odpowiednia. A znam osobę, która w takim mieszkanku trzyma dwa dogi. Na percepcję tej pani prawdopodobnie nie będą już w stanie wpłynąć żadne dobre rady i zalecenia, ale Wy – rozsądni właściciele psów w mieście być może spróbujecie poprawić ich los. Tym, co nasuwa się od razu na myśl, jest zapewnienie psu jak największej ilości ruchu na świeżym powietrzu. Mówiąc świeżym, mam na myśli co najmniej duży park miejski, a najlepiej las. Dobrze byłoby odbywać tylko takie spacery, ale niestety, nie zawsze jest to możliwe. Korzyść jest podwójna, bo ruch i wysiłek fizyczny służą również nam, a przecież wiele sportów można uprawiać razem ze swoim psem. Oczywiście, nie wszystkie rasy są stworzone do biegów przełajowych, ale długi spacer po lesie (przynajmniej 3 razy w tygodniu) dobrze zrobi nawet elegancko ufryzowanemu pudlowi. Ludzie przekarmiają swoje psy na potęgę. Oprócz resztek z obiadu ładują psom do misek najtańszą karmę, której skład opiewa na dosłownie wszystko, z wyjątkiem prawdziwego mięsa. I potem widzimy takie toczące się obwarzanki, psa przypominające już tylko z pyska. A co z profilaktyką chorób? Dobre karmy mają całe mnóstwo dodatków prozdrowotnych, w tym przeciwutleniacze, które będą łagodzić skutki narażenia na „miejskie atrakcje”. Oczywiście, takie utrzymanie psa kosztuje słono, ale decydując się na czworonoga odpowiedzialni ludzie zapewniają mu także dobre warunki do życia. Umiar i rozwaga również będą niezbędne – jak we wszystkim. Ja dalej jednak pozostanę przy swoim: pies do miasta? – Niekoniecznie. Spójrzcie tylko na uśmiechniętego Napoleona podczas żniw:

Napoleon

Z właściwym sobie wigorem pilnował sprasowanych kostek siana. Jakim byłbym człowiekiem, gdybym unieszczęśliwił tego psa, fundując mu życie wśród betonowego lasu bloków?