Nigdy nie skręcaj sobie kostki

fall_stairs_icon_BKA

Nie wiem, naprawdę już nie wiem, co jest grane. Skręciłem kostkę w październiku i woziłem się z opuchlizną i krwiakiem niemal aż do Świąt Bożego Narodzenia. Problemy z chodzeniem, ograniczona ruchomość stawu, niemożność zejścia jak człowiek po schodach. Ja to wszystko rozumiem. Ale, do ptaka pana, zbliża się koniec lutego, a ja nadal miewam takie dni, że zwijam się z bólu. Krzywo stąpnę – zaczyna rwać, za szybko idę – boli, za długo stoję w jednej pozycji – kłuje. Ostatnio siedziałem głównie w domu i liczyłem na chwilę wytchnienia. Chciałem chociaż na moment zapomnieć o swojej kostce. Niestety, bolała i to bardzo – na zmianę pogody.

Poradzisz mi – idź do lekarza. Odpowiem – nic to już nie pomoże. Uraz wygoił się prawidłowo, noga nie była forsowana, a ja ją sobie we własnym zakresie rehabilitowałem. Przestrzegałem wszystkich zaleceń. Wizualnie noga jest normalna. Po prostu staw jest strukturą tak złożoną i wrażliwą, że bardzo długo dochodzi do pełnej sprawności. Może do niej nie dojść w ogóle. Słyszałem, jak lekarz dyżurny powiedział kobiecie ze skręconą kostką, że lepiej byłoby dla niej, gdyby tę nogę po prostu złamała. Nastawienie, gips, zrośnięcie i zapominasz o sprawie. A tutaj: wchłanianie opuchlizny i krwiaków, gojenie więzadeł, odtwarzanie mazi w torebce stawowej, gojenie torebki, … . Koszmar po prostu.

Zawsze po szkodzie mamy tendencję do głupich prób cofnięcia czasu, mimo że dobrze wiemy, że tego się po prostu nie da zrobić. A co by było, gdyby było…Tylko się w ten sposób niepotrzebnie nakręcamy. Oczywiście, gdybym wiedział, że ulegnę wypadkowi, to zamiast nieść regał po schodach, wyjebałbym go przez okno. Ale co powiedziałaby wtedy rodzina gościa, który dostał moim regałem centralnie w łeb? – Że nie powinien był wychodzić tego popołudnia z domu? A gdyby wyszedł o minutę później, dalej byłby z nimi, żywy. Zauważyłem, że w takich analizach post factum przodują kobiety. Według tych najbardziej ograniczonych, za mój wypadek odpowiedzialni byliby:

  • producent mebli – przecież to on zrobił ten zasrany regał,
  • mój pomocnik w noszeniu,
  • dozorca, który umył schody płynem, nadającym śliskość,
  • projektant schodów – bo zrobił ich zbyt dużo,
  • ruda sąsiadka, która zagadała nas na korytarzu – rozpraszając w ten sposób uwagę,
  • babcia – bo to jej mieszkanie było miejscem przeznaczenia mebla,
  • ksiądz proboszcz – bo nie poświęcił.

Chciałbym dostawać cheesburgera za każdym razem, gdy słyszę takie wywody. Tak się po prostu nie da żyć, to jest jedna, wielka udręka. Patrzeć w przyszłość, z pozytywnym nastawieniem iść do przodu, nie załamywać się i nie zastanawiać niepotrzebnie. Stało się – pomyśleć, jak się zabezpieczyć przed kolejnymi takimi przypadkami. To by było na tyle. Dobrze, że jest pod ręką mój dobry kolega – Altacet, a ja pocieszam się nadzieją na rychłą poprawę. Nic nie może przecież wiecznie trwać.