Niedzielny Booster

Dzisiaj nie Buster – Pogromca, a Booster, czyli – z angielska – dopalacz.

Niedziela

Gdy większa część tego cudownego społeczeństwa poleguje do góry brzuchem, przepijając pizzę piwskiem, a pozostała, odprawiwszy cotygodniowe modły w jednej z licznych świątyń spod znaku krzyża (ponoć mają wprowadzić listy obecności przykazem partyjnym), pręży się sztywno na rodzinnym obiedzie, gdzie zapach i smak rosołu górują swą ponadczasową intensywnością nad wszystkim innym, ja szaleję w najlepsze w moim kawalerskim gospodarstwie domowym. O ile przez większą część tygodnia tak zwane sprawy porządkowe leżą sobie odłogiem, ugorem, i czym tam kto jeszcze sobie chce, tak w każdą niedzielę dostaję niezłego boosta, czasowo zmieniając pseudonim.

Pan Cejrowski, jak przypuszczam, cisnąłby za to w moim kierunku potężną ekskomunikę, ale czegóż innego można by oczekiwać po [wybitnym (!!!)] człowieku, któremu, w pewnych sektorach, nieelegancko mówiąc, zryła się bania. Dość powiedzieć, że w najnowszej serii jego programów „Boso”, pod koniec każdego z nich, widnieje informacja, iż żaden fragment niniejszego dokumentu nie został nagrany ani zmontowany w niedzielę. Czysta demagogia. Niedługo zabronią nam oddychać siódmego dnia.

buster sprząta

Ja oczywiście mam na to wszystko wyjebane, co więcej, podświadomie, a także z pełną premedytacją, się przeciwko podobnym, wszelkim głupawym ograniczeniom buntuję. Już od rana (tak – nie przesłyszeliście się – od rana) odkurzam, tańczę z mopem w otoczeniu rozkosznej cytrynowej woni płynu do mycia podłóg, wycieram meble na mokro, czyszczę klatkę Edwarda, nastawiam pralkę i zmywarkę (bo pewne standardy w ułatwianiu sobie życia jednak obowiązują), a wczoraj – co już było naprawdę ostrym przegięciem – umyłem dokładnie wcale czystą kuchenkę mikrofalową, na zewnątrz i od wewnątrz. Wszystko skończone i nie ma nic do roboty? Jak to?! Tak nie może być! Dawaaaj, asfaltować podjazd!

To już kolejny przykład obrazujący, jak daleko rozmijam się z ogólnie przyjętymi normami, co ponoć charakteryzuje głównie geniuszy i osoby z zaburzeniami umysłowymi. Nie muszę chyba precyzować, do której grupy sam bym się zaklasyfikował, bo to dosyć oczywiste.

Pamiętam doskonale, gdy kilka lat temu przez pewien czas mieszkałem na polskiej wsi rolniczo-sadowniczej, do roboty rwałem się również zawsze w niedzielę. Problem w tym, że jedynie w niedzielę.