Masowy wysyp pryszczy

Byłem wczoraj na kebabie albo też, ujmując całą sytuację językiem bardziej kwiecistym, pełnoprawną i piękną umiłowaną polszczyzną, udałem się (samochodem, a jakże) do lokalu gastronomicznego, serwującego wykwintne specjały kuchni arabskiej, prowadzonego przez gościa o nazwisku Mohamed Ali Nouioui, celem zakupu kebabu z oszukanej baraniny, ale tak niesamowicie pysznego, że tę poprzednią kwestię mogę spokojnie wybaczyć. Z początku myślałem, że lokal jest własnością tego słynnego boksera, ale to przecież niemożliwe, on nie żyje. Poza tym, oni wszyscy nazywają się Mohamed, Ali albo Ahmed. I wszystko jest piękne, dopóki nie zaczynają napastować naszych uroczych kobiet oraz wysadzać nas w powietrze, tudzież żywcem ucinać głów. Oczyma wyobraźni już widzę wspaniałych rodaków na barykadach, w sposób tak charakterystycznie dzielny broniących zasieków.

Kierunek: Chile, biedny Busterze.

No ale może mniejsza już o tych przypalańców, grunt że serwują doskonałe jedzenie w przyzwoitej cenie. Cienkie ciasto rulez!

Gimnazjaliści

Oni tam byli! Świeżo po egzaminie z matematyki połączonej z przyrodą /Cóż za absurd! Albo i nie. Tak zupełnie szczerze mówiąc, to mam to gdzieś, i świadomość ta wyluzowuje mnie w sposób porównywalny z czysto rekreacyjnym zażyciem opiatów – jak sądzę./

Wybaczcie jakość zdjęcia, które wygląda, jak gdyby wykonał je osiemdziesięcioletni alkoholik w stanie delirium tremens oraz zaawansowanego rozkładu duszy i ciała, ale ze zrozumiałych względów nie mogłem skorzystać z flasha, co pociągnęło za sobą długi czas naświetlania, a i samo oświetlenie w lokalu lekko kulało. Sprawy nie ułatwił również fakt, że fotografię zmuszony byłem pstryknąć z „przyczajki”, telefon trzymając gdzieś na wysokości swoich, słynnych już, klejnotów rodowych. A i tak odniosłem nieodparte wrażenie, że wszyscy się na mnie patrzą; dokładnie wszyscy – nawet personel za ażurowymi drzwiami kuchni, Rod Stewart lecący akurat z głośników oraz Jarosław Kaczyński. Ale to z drugiej strony bardzo dobrze, bo – przy mojej popularności – nie zostanę posądzony o naruszenie dóbr osobistych; twarze są w zasadzie nierozpoznawalne.

gimnazjum

O czym rozmawiali?

Nie, nie o rychło nadchodzących dla nich wakacjach i związanymi z tym, wspaniałymi wyjazdami, przygodami. Nie byli zalani w trupa ani tego nie planowali. Jakieś niedrogie wino, zakupione przez podsklepowego menela? Zapomnij. Nie umawiali się również na pokątne bzykanko.

Oni rozmawiali… o szkole!!!

  • Ile to procent (każde ponad 90) wykręcili na dzisiejszym/wczorajszym egzaminie.
  • Do jakich to liceów nie pójdą, celując przede wszystkim w te, wykurwione w kosmos.
  • Oraz o wyższości korporacji Ernst & Young nad firmą Fiut, Schneider und Bauman.

Wąsate to w większości (fakt dotyczy również dziewuch), niegolone, głosy podle zmutowane – nie do przyjęcia – i oni już teraz planują wielką i świetlaną przyszłość.

Ludzie! Przyszłości nie da się zaplanować, ona jest całkowicie nieprzewidywalna i narowista!

Ach, Buster, bo ty to jesteś taki nietolerancyjny i prześmiewczy – powie zaraz jakaś mamuśka.

A pewnie! I, co najlepsze, doskonale mi z tym. Nie rozumiem, dlaczego mam wbrew sobie tolerować jakichś idiotów, popaprańców, zboczeńców, jawnie ostentacyjnych pederastów. Albo Murzynów. A pisząc ten tekst bawię się lepiej, aniżeli Ali Baba i Czterdziestu Rozbójników, w haremie, pomimo że aktualnie jestem nie w formie; twórczej, bo pozostałe aspekty zdają się buzować, jak nigdy chyba jeszcze. Wracając…

Ja w ich wieku rozmyślałem głównie o papierosach, dupach i piwku – w tej właśnie ścisłej kolejności. Baj de łej, czy Wy też zauważyliście, że wiosna rozgaszcza się na dobre? Dziewczyny masowo przeszły z jeansów na leginsy, które to opinają ich kształtne tyłki, aż chyba pokuszę się o osobny tekst poświęcony wyłącznie temu tematowi, zahaczający o erotyk. A co mi tam! Znowuż, wracając… Ja w ich wieku większą część czasu spędzałem nie na nauce, a na rowerze, graniu w gry komputerowe, oglądaniu Allo, allo oraz coraz bardziej głupawych odcinków 13 Posterunku (ooo, genialna myśl!). Czytałem nie lektury, a książki, które naprawdę mnie interesowały. Rozwijałem własne zainteresowania w sposób naturalny i całkowicie niewymuszony. Co z tego wyrosło, sami widzicie 😉 Szałaput pierwszej wody. Ale dzieciństwo miałem iście przednie i nie zamieniłbym się nawet z pomiotami Gene’a Simmonsa! /Swoją drogą, muszę przeredagować jego biografię na Wikipedii, bo rzeczy są tam wypisane wprost niepodobne./

A więc, do meritum:

Drodzy rodzice!

Żebyście się przypadkiem nie zesrali w swoich nadęciu i snobizmie!

Nie odbierajcie własnym dzieciom uroków młodości, nie odzierajcie ich z beztroski. Ale do kogo ja mówię… do uzależnionych od granatowego żakietu i krawata korporacyjnych szczurów, w większości. Już prawdopodobnie prędzej skłoniłbym Artura Andrusa, żeby wreszcie stał się choć odrobinę zabawny (ładnie mu jadę ostatnio, lubimy to!), niż skruszę ten beton odlany na zachodnią modłę, ludzi nastawionych na ślepy sukces, wynik, niecofających się nigdy, przed niczym. Rozsądni rodzice pod żadnym pozorem nie zgotują swoim dzieciom szkolnego piekła, rodem z hitu zespołu Pink Floyd.

Kolejna cegła w jednolitym, monotonnym, jak Artur Andrus murze; czy naprawdę chcesz nią być?