KISS

Wpis poniższy, bezwiednie, sponsorowany jest przez koncert (uwaga, uzależnia):

Zespół KISS, w latach swej świetności, reprezentował prawdopodobnie wszystko, czego wymagać powinniśmy od muzyki, tej prawdziwej; i tak mamy:

  • Urzekające głosy wykonawców; każdy członek zespołu posiada świetny wokal oraz charyzmę,
  • Niesamowitą, jedyną w swoim rodzaju stylizację (tak zwany „glamour” – glam rock),
  • Absolutne pionierstwo w tak bliskim kontakcie z publicznością,
  • Efekty specjalne, takie jak sztuczne ognie wystrzeliwane zgodnie z rytmem, dym wydobywający się spod jadącego w górę stanowiska perkusisty,
  • Całkowitą wolność, nieoglądanie się na szlagiery, na ogólnie przyjęte kanony, luz wynikający z perfekcji, do tego cała masa zapadających w zmysły innych smaczków,
  • Muzykę maksymalnie rytmiczną, wpadającą w ucho, uniwersalną, zarówno na refleksyjne wieczory z butelką wina, jak i na prywatkę w gronie ludzi, którzy się znają… na rzeczy.

Żyjemy w epoce chały, bylejakości, epoce Justina Biebera i Margaret, która nie nadaje się nawet do tego, aby ją przelecieć; o śpiewie nie wspominam, bo to, co zwykło wydobywać się z gardzieli tego typu pseudo-lasek nie ma szans nawet w konkurencji z wiosennymi zalotami stołecznych kotów.

KISS to piękna historia, to historia napisana przez muzykę. Nowy Jork, rok 1973. Czwórka niezmiernie utalentowanych gości przed trzydziestką (mam jeszcze szansę, chociaż licznik bije!) zakłada zespół rockowy i zaczyna, ot tak, po prostu, tworzyć muzykę, ubierać ją w słowa i nagrywać mocne piosenki. Nie wiadomo kiedy stają się bożyszczami milionów oraz milionerami.

KISS to sen o Ameryce, to sen o lepszym życiu, lepszym, bo ciekawym i pełnym wrażeń. KISS to jednak również coś, co już się nie zdarzy, nigdy nie powtórzy się w podobnej formie i niewysłowionej magii. Niekwestionowany sukces tego odjechanego zespołu uczy nas, maluczkich, że warto szukać swojej niszy, że lansowanie autorskich pomysłów, nawet tych najbardziej absurdalnych, nieziemskich, może przynieść popularność, uhonorowanie, dać satysfakcję i, nieładnie mówiąc, ustawić na resztę życia. Warto próbować.

I was made for lovin’ you baby, You were made for lovin’ me…