Jedenaste przykazanie: Nie pal!

Organizm ludzki został ewolucyjnie i genetycznie – a może po prostu Bóg tak chciał – przystosowany do wielu czynności. Jest ich naprawdę cała masa, od spania i jedzenia począwszy, poprzez wyuzdany, perwersyjny (a może taki całkiem normalny, cudownie zmysłowy – nawet lepiej) seks, na wysyłaniu w kosmos statków i satelitów skończywszy. Ludzki organizm nie jest przygotowany do bodaj jednej, jedynej kwestii – palenia tytoniu, czyli filtrowania przez swe płuca i inne błony śluzowe dymu (jakkolwiek aromatyczny i w zamyśle godny pożądania by nie był), zawierającego szereg kancerogenów i zwyczajnych trucizn, których w innej postaci za cholerę do ust byśmy nie wzięli, no chyba że komuś po głowie chodzi jawne samobójstwo.

Pomysł na poniższy tekst przyszedł mi do głowy w wannie, co niechybnie musi oznaczać, iż cechować go będzie swojego rodzaju namaszczenie i jako taka płynność. Woda robi swoje. Jak zwykle w takich momentach nie miałem przy sobie nic, czym, i na czym mógłbym notować, toteż, przybrawszy bardzo skupioną minę aptekarza, odmierzającego zdradliwe krople leczniczej belladonny, ryłem wprawnym dłutem wprost w przeładowanych głupotami zwojach mózgu. Nawet nie bolało.

Przeglądałem Instagram, co też mam w zwyczaju czynić nieomal każdego wieczoru – jeśli spędzam go w pojedynkę. Gdy jest ze mną kobieta, niepodobne, abym gapił się na jakieś obce foty. Ale tym razem takowa nie zamierzała dojść; udałem się więc z wizytą na wirtualny profil innej – wstępującej dopiero w ćwierćwiecze swych lat Amerykanki. Wyżej wymieniona, ponętna rudowłosa piękność, zamieściła swoje zdjęcie, ubrana w uniwersytecką togę (te pofalowane, miedziane włosy, wystające spod kwadratowej czapki!). Tego rodzaju osoby wyglądają uroczo nawet w worku po ziemniakach. Ale dość o tym, bo temat jest podniosły i – co tu dużo ukrywać – cholernie smutny. Dziewczyna zamieściła swoje zdjęcie, z dyplomem w ręku, obok ojca, po cichu umierającego na raka płuc, spowodowanego paleniem papierosów. Facet, również rudowłosy, przedstawiał sobą widok tyleż chwytający za serce, co pożałowania godny. Bo któż to widział, aby niespełna 50-letni mężczyzna, który w tzw. normalnych warunkach powinien, w pełni sił witalnych i umysłowych, cieszyć się życiem i celebrować rodzinne (albo i samotne, jako w pełni czerpiący z uroków singiel) szczęście, wydawał właśnie swe ostatnie tchnienie wobec beznamiętnej, punktowej przestrzeni obiektywu. Roślina, to mało powiedziane… wszak kwiaty są piękne, drzewa majestatyczne, zaś ludzie, przedwcześnie kończący swój żywot… wyglądają fatalnie. Ale takie ujęcia, jak również fotografia post mortem, są bardzo potrzebne. Ku przestrodze…

Facet odchodził właśnie z tego świata, wymizerowany i nieobecny, z ustami rozdziawionymi jak okoń, niczym kania oczekujący – nie nie dżdżu – cudu; aktu zmiłowania od samego Boga. A tymczasem płuca przypominają oblane asfaltem sito. Cudów nie ma, to nie Kuchenne rewolucje.

Każdego dnia widzę, co palenie papierosów robi z moich współpracowników. Niższych i wyższych, wzrostem i wykształceniem. Przysłowiowa woda z mózgu, zdebilenie i podporządkowanie zgubnemu nałogowi całego życia, swojego i najbliższych,  zaczadzone umysły, paskudnie zbrązowiałe zęby i pożółkłe palce. Dziury w kieszeni, bo papierosy koszmarnie drogie. Nic to wszystko, palimy dalej. A potem przychodzi, śmiertelna choroba… i okazuje się, że wtedy dopiero zaczynamy prawdziwie doceniać wartość życia – gdy na własnej skórze poczujemy jego bezlitosną i nieuchronną ulotność.

Do meritum

Podpis pod zdjęciem brzmiał następująco:

„Old wise man” – Stary, mądry mężczyzna.

Ani on stary (patrz wyżej), ani – tym bardziej – mądry. Imbecyl, idiota, który przez dobre 30 lat zadawał swoim płucom ból; codzienne, nieznośne cierpienie powodowane falami wpuszczanego weń dymu, tak mocno gryzącego i duszącego, sukcesywnie odbierającego swobodę i lekkość oddechu. Palił z zakamuflowanego strachu przez realnym życiem, targany obezwładniającą niemożnością stawienia mu czoła bez tego narkotycznego wspomagacza, być może po trosze z nienawiści do samego siebie; za niespełnione plany i marzenia, z którymi bez nikotynowego dymu czuł się niczym mały chłopiec, porzucony przez matkę na syryjskim bazarze. Sam kiedyś dokładnie to czułem, pomimo że rodziców mam cudownych. Klucz do wyjścia z tej matni polega na wystąpieniu przemożnej chęci opamiętania się w pewnym momencie. Zaprzestaniu traktowania swojego, prężnego jeszcze i bezcennego organizmu jako rurę przelotowo-wydechową dla jakichś tam dymów. Serio, można. Trzeba jedynie zechcieć, dla siebie i dla innych. Dotyczy to również właśnie naszych najbliższych, którym przecież zdarza się namiętnie palić tytoń. Nasze drogie matki, nasi ukochani ojcowie. Musimy nad nimi nieustająco pracować, w myśl złotej i jakże prawdziwej zasady, że nie ma w życiu niczego cenniejszego, niż oddech. Ten naturalny, niewspomagany respiratorem i rurką w tchawicy, po uprzednim wywierceniu w niej dziury. Nie wiem jak wy, ale ja tam wolę inne otwory.

Piękna kobieta powie:

– No tak, masz rację Buster. Dobrze mówisz, a do tego jesteś świetnym kochankiem; ale co ja mogę zrobić? Nie chcę się wtrącać, to przecież bardzo dorosły człowiek.

A gówno tam dorosły. W każdym z nas wciąż siedzi dzieciak, a wszystko – całe nasze życie – zależy od tego, jak mocno potrafimy go (dzieciaka) kontrolować i temperować, gdy zajdzie taka konieczność. A zachodzi przecież każdego dnia.

Zacznij może od pytania:

– Tato, ale dlaczego ty właściwie palisz?

Mogę się założyć, że gość nie będzie w stanie podać jednoznacznej, racjonalnej odpowiedzi, abstrahując nawet od faktu, że samo palenie ze swojej natury już jest irracjonalne.

Irracjonalne, a każdego roku – na naszym ziemskim globie – staje się powodem śmierci milionów. AIDS, heroina, wirus ebola? Wobec palenia tytoniu są to przyczyny zgonów całkowicie pomijalne. Ot, wypadki drogowe – każda wyprawa autem może być Twoją ostatnią, a jednak jedziesz. Do znajomych, odebrać dzieciaka z przedszkola, na urlop na Mazury, po fajki.


Ja również nie byłem w stanie nigdy odpowiedzieć na to pytanie, a pamiętam doskonale, gdy usłyszałem je po raz pierwszy:

– Buster, dlaczego ty palisz? – zapytała mnie moja wychowawczyni w przedszkolu.

I zaręczam wam, że gdybym palił do dzisiaj, tak samo nie znałbym rozsądnej odpowiedzi.

Bo jej po prostu nie ma… cdn.

 

  • Żeby wszyscy świetni kochankowie potrafili tak dobrze gadać…. w sumie odwrotnie też byłoby dobrze…. :))))))

  • Alutka

    Bardzo mądry tekst, Buster. Pokażę go komu trzeba, jeszcze dzisiaj…

  • Daisy

    Była taka kampania w Ameryce: „Just breathe”. Po prostu oddychaj. Oddech jest najcenniejszy – najlepiej można się o tym przekonać, gdy wyjedzie się z dala od miasta.

  • Nigdy nie miałam w ustach i nie zamierzam mieć 😉