Co to znaczy mieć naprawdę wywalone na hejt

Znacie Petera Crissa? Nie? Ja też nie. Pierdolę głupoty. To mój największy idol. Perkusyjny maestro sprzed lat – a to bardzo dobrze, bo doskonale wszak wiecie, że współczesnych „autorytetów” nie uznaję. Nie Andrzej Piaseczny, a pan Seweryn Krajewski. Nie Dorota Masłowska, a herr Fiodor Dostojewski.

A teraz grzecznie podkręcamy głośniki:

Mr Peter Criss, oryginalny i jedyny słuszny perkusista legendarnego zespołu KISS, zmaga się dziś z Niagarą płynącym strumieniem internetowego (bo niby jakiego innego?!) hejtu. Że niby słaby, leniwy, tandetny, sztuczny, jadący na opinii sprzed lat, wreszcie – gdy wszystko inne zawiedzie – impotentny. Ta żenująca, przetrącona feeria ślepej, czyli również źle pojętej nienawiści stanowi jednak jedną z ostatnich rzeczy, jaką pan Criss ma w zwyczaju zaprzątać sobie głowę, na równi z nieodłącznymi perturbacjami związanymi  z umawianiem się na randki przez internet – jak ten debil ostatni. On po prostu tego nie robi. To jest klasa!

Krąży również słynna anegdota – a być może to ja wymyśliłem ją na poczekaniu – że Peter, próbując skorzystać z myszki komputerowej, trzymał ją w powietrzu, jak pilota od telewizora. Dokładnie ten sam trik próbował, bezskutecznie, wykonać dzisiaj pewien mój znajomy portier – również 70-latek – chcąc wyregulować ekran monitoringu osiedla. Manewrując tak z gracją przetrąconego borsuka, spowodował totalną awarię całego systemu. Ktoś za to zabuli, i to niemało. A co wyprawia Peter Criss, będąc w tym samym wieku? Ano, to (ze szczególną rekomendacją dla 34 sekundy filmu):

Co jest całkowicie unikalne w stylu gry tego perkusisty?

To proste: facet wykonuje robotę jak gdyby od niechcenia, a feelingu, płynności gry i nieomylności w tejże może mu jedynie pozazdrościć jakieś 98% wszystkich perkusistów na przestrzeni dziejów, żywych i martwych. Dodać do tego całkowicie unikalny styl, makijaż, który zdaje się być bardziej przekonywujący, niż złowieszcze paski u dzikiego tygrysa bengalskiego, oraz głos rodem z samych czeluści piekieł. Nic więc dziwnego, że gość czuje się pewniej jak sam Zeus, miotający z Olimpu pioruny na co bardziej niepokornych, analnych Greków. Zresztą sami doskonale widzicie, jak bezbłędny posiada timing, wyważenie, wyczucie.

Co jest jego ogromną przewagą nad współczesnymi sławami?

To również bardzo proste: Peter przeżył swoją młodość i większą część późniejszego życia w stylu rock’n’roll. Popróbował więc alkoholu, papierosów i narkotyków (gdzie w każdym z przypadków mowa o ilościach hurtowych, swym ładunkiem zdolnych zatopić statek „Batory”), prawdopodobnie uczestniczył w najlepsze w orgiach, skład których stanowiło dziewięć kobiet o urodzie z rozkładówki Playboya oraz nasz drapieżny bohater, bo wszak prawdziwy mężczyzna nie dzieli się z innymi przedstawicielami tej samej płci instrumentami, na których gra, waląc w nie, zależnie od nastroju: namiętnie i czule bądź dziko, i z pasją. Chcę przez to powiedzieć, że Peter ma dzięki temu wszystkiemu, dzięki niczym nieograniczonemu i spełnionemu życiu, jakiego miał w pełni zasłużoną sposobność doświadczyć, oraz dzięki milionom dolarów odłożonym na koncie, totalnie wyjebane na wszelkie próby deprecjonowania jego wielkiego dorobku przez maluczkich. Dodatkowo, będąc honorowym obywatelem jedynego słusznego stanu Texas, i znajdując się w posiadaniu takiej kolekcji broni palnej, przy której cała jankeska kinematografia, łącznie z Charlesem Bronsonem oraz serią o Brudnym Harrym jawi się jako pierwszy biwak młodych skautów, The Catman z dziką przyjemnością, i równie zabójczą skutecznością, w pojedynkę, odeprze nawet atak całych pakistańskich sił powietrzno-desantowych, o kilku anemicznych hejterach w ogóle już nie wspominając, bo to po prostu uwłaczające dla majestatu prawdziwego Zwycięzcy Życia.

To zawsze wygląda następująco:

Pryszczaty facet z taką ilością tłuszczu we włosach, że można by na nim usmażyć wypasionego dorsza, o ramionach, przedramionach i nadgarstkach równej grubości, na zlecenie jakichś internetowych miernot, bądź wyłącznie z własnej frustracji, smaruje o tobie komentarze na forach, pod artykułami portali plotkarskich, wreszcie – na youtube. Komentarze, w założeniu mające zdyskredytować cię w oczach czytelników, tudzież całej opinii publicznej, powierzchownie, bez jakiegokolwiek merytorycznego uzasadnienia traktujące o twej rzekomej małości, szeroko pojętej kiepskości (patrz—>Andrzej Grabowski), parciu na szkło, domniemanych porażkach w życiu osobistym, wreszcie – rozmiarze twojego penisa bądź permanentnej suchości pochwy. Warto uświadomić sobie i zdawać sprawę z faktu, że są to wszystko wymysły do imentu pomijalne. Bo czy anonimowy facet z włosami wyglądającymi jak jednolita bryła może zagrozić komukolwiek, poza samym sobą? Warto również zawsze pamiętać, że opinie są jak dziura w tyłku – każdy ma swoją. A ponadto:

Tak krótko człowiek żyje, a tak długo będzie martwy.

I tą złotą maksymą zakończmy ten piękny (jeśli jesteś fanką Freda Westa) felieton.

 

  • viki

    Kasia Cichopek zdecydowanie powinna zapoznać się z Twoim tekstem

  • Alutka

    Nie ma się co przejmować hejtem bo to to samo co deszcz jesienią. Upierdliwy ale do zniesienia.

  • Dobra maksyma 🙂