Choroba szalonych krów u granic Polski

krwisty stek

Ja jestem naprawdę zaniepokojony; sami przeczytajcie:

W Niemczech odkryto pierwszy od 2009 roku przypadek choroby szalonych krów. Dotknięte nią było 10-letnie zwierzę, które trafiło do rzeźni. Poinformowała o tym organizacja World Organisation for Animal Health z siedzibą w Paryżu.
Zwierzę nie wykazywało za życia żadnych oznak choroby. Cierpiało na bardzo rzadką odmianę typu L. Niemiecki minister ds. rolnictwa podał, że po ubiciu zwierzak „został zniszczony i jego mięso nie trafiło do handlu”. Wykryto też, że miał on siedmioro potomstwa, z których pięć zwierząt zostało wcześniej ubite, zaś dwoje natychmiast po wykryciu u niego choroby szalonych krów.

źródło: interia.pl
           
Przez ostatnich kilka lat sprawa choroby szalonych krów niemal zupełnie ucichła, ale wiedziałem, że prędzej czy później ujawnione zostaną nowe zachorowania. Kluczowe słowo – UJAWNIONE – a wielką i przerażającą zarazem niewiadomą pozostaje pytanie: ilu ludzi zjadło zakażone mięso? Chodzi tutaj o przestrzeń co najmniej ostatnich 20 lat, bo jak ogólnie wiadomo, choroba ma bardzo długi okres wylęgania. I tak naprawdę nikt z nas (może za wyjątkiem zatwardziałych wegetarian) nie wie, czy u szczytu swojej formy, kariery i w trakcie doświadczania apogeum realizacji życiowych planów, nie umrze nagle na gąbczaste zwyrodnienie mózgu. Jarosze w końcu górują nad nami, mięsożercami. Ale nie w tym rzecz. Ja pytam: Czy ktokolwiek zrobił coś, aby zdiagnozować wszystkie hodowane zwierzęta? A jeśli nie tędy droga, to: Czy ktokolwiek wprowadził obowiązkowe badanie mięsa każdej krowy/byka/cielaka pod kątem BSE? Czy w ogóle istnieje taki test?
Gatunek ludzki był w stanie wysłać sondę na Marsa, a nie może wynaleźć skutecznej metody badania mięsa? Kogo by o to nie zapytać: przedstawicieli władz, lekarzy weterynarii, medyków – nikt nic nie wie i wszyscy nagle nie mają kompetencji do udzielania takich informacji. Gdybym ja powiedział w pracy, że nie mam do czegoś kompetencji, szef najzwyczajniej w świecie wypieprzyłby mnie z roboty.
Odnosząc się do cytowanych wyżej informacji: skoro pięcioro potomstwa chorego zwierzęcia zostało wcześniej ubite, oznacza to nic innego, jak fakt, że właśnie w tej chwili ktoś łapie chorobę szalonych krów, jedząc hamburgera zrobionego z tego mięsa. Bo mniemam, że trafiło ono do handlu, gdyż wtedy nie było podejrzeń o możliwość wystąpienia BSE u tych sztuk. To jest granda, a i w Polsce z całą pewnością żyje chore bydło – i co z tego? Czy ktoś próbuje coś zrobić? Za jakiś czas ujawnią się pierwsze przypadki u ludzi, czekam na to ze smutkiem i z obawą jednocześnie. Na kogo padnie?