Chłamem to wszystko stoi

Witajcie Kochani!

Buster żyje, ale co to za życie, gdy w pełni odczuwasz jego uroki dopiero przebywając na cmentarzu. Tym przyciężkim może nieco żartem chciałbym gładko i płynnie przejść do bylejakości w mass-mediach i nie tylko. Ten tekst w ogóle nie ujrzałby światła dziennego, gdyby nie szala goryczy przelana dzisiejszej nocy, gdy właśnie w okolicach godziny 2 a.m. skończyłem słuchać recital nieodżałowanego Zbyszka Wodeckiego… a mówiłem mu podczas ostatniego spotkania: „Zbysiu, nie pal tyle, nie warto…”; cóż, nie usłuchał. Ale nie o tym dzisiaj. Gdy włączyłem serwis youtube, w poszukiwaniu czegoś na dobry sen, podług niezmiennych preferencji proponowanych filmów wyskoczyły mi dwie piosenki:

oraz

Włączyłem oczywiście Kiss i przesłuchawszy kilkanaście piosenek z różnych lat twórczości tego, bez wątpienia najbardziej melodyjnego zespołu w historii muzyki, postanowiłem dać szansę wyżej wspomnianemu AC/DC, wszak 366 milionów widzów nie mogło się mylić. A jednak. Rozczarowanie było gorzkie… i pomyśleć, że flagowy hit, szlagier, Kiss-u zanotował ponad dziesięciokrotnie mniejsze audytorium od tego chłamu.

No dobrze, być może, w warunkach eksploracji nowej planety (ale nie w tej galaktyce) AC/DC mogłoby wyznaczać trendy jakości, jednak w obliczu naszym – ziemskim, w konfrontacji z Kiss-em wygląda niczym trabant przy wszechmocnym i stylowo-drapieżnym mustangu. Gdybym był piękną kobietą, zapewne chętnie przespałbym się z przynajmniej połową składu zespołu od pocałunków, zaś w AC/DC… jeden gitarzysta wyglądający na dręczonego (i słusznie) w szkole przymuła, wokalista o głosie obdzieranego ze skóry kota – dachowca, do tego w koszmarnym berecie, perkusista zaś – łysy. W ten świecący się łeb można by jedynie klepnąć dłonią albo rano, będąc na pustyni Kalahari, usmażyć sobie nań jajecznicę. Ale to nic nowego, wszak już Rolling Stonesi udowodnili nam dobitnie, że rockmani nie muszą wyglądać. Podobnie jak Budka Suflera vel Galeria Upiorów, przy czym ci ostatni potrafili przynajmniej tworzyć świetne numery, czego o panu Jaggerze i spółce w żadnym razie powiedzieć nie można, no chyba że ja po prostu mam słuch rodem ze współczesnego MTV. Właśnie!

Współczesne MTV

Włączyłem ostatnio, omyłkowo i z rozpędu, ten słynny kanał, który niegdyś był jednym z niewielu okien na świat muzyki dla naszych ojców, no i dla nas. A obecnie? Warsaw Shore i tym podobne Kardashianki. Muzyka, która bezczelnie obraża to wiele obiecujące pojęcie. Jest teledysk: Murzyn i Murzynka – no zajebiście. Jamajka, Hawaje, Beach Boys: Komomo, czy inne takie hity i klimaty. Palmy, drinki i dziewczynki. Nic podobnego. We współczesnych kawałkach pojęcie rytmiki zdaje się być tym, czym obecnie trąd w krajach Unii Europejskiej. Reliktem. Perkusja zaś, czyli nadrzędny zespół instrumentów, zdolny zastąpić i zamaskować brak wszystkich innych, nie istnieje. Słuchać obecnie MTV i utworów proponowanych przezeń, to dokładnie tak samo, jak gdyby zechcieć żywić się wyłącznie gotowanym musem z brukwi. Jako senior, 30-latek z kilkoma siwymi włosami na skroniach, które czym prędzej wyrwałem, mogę wprost przyrównać powyższy trend do obecnego pokolenia o 5 zaledwie lat młodszych ode mnie ludzi, czyli kredytowej młodzieży, tak gromadnie szturmującej stolicę kraju. Bezkształtna masa, składająca się w przeważającej mierze z dziewczyn nieposiadających jakiejkolwiek wyróżniającej urody – nie to, że brzydkich, ale totalnie pozbawionych wyrazu i cech indywidualnych, ot: wielkie okulary i krzywe nogi, podkreślane jeszcze przez legginsy, z makijażem bardziej chyba oszczędnym niż siostry zakonne za klauzurą – oraz chłopaczków, wymizerowanych i, jak stąd do Władywostoku, bezsensownie brodatych. Być może tym zarostem, przywodzącym na myśl dworcowego kloszarda, próbują kompensować braki w gonadach. Zapatrzone to to bezustannie w ekrany służbowych ekranów dotykowych, tam też przenieśli całe swoje żywota. Czy oni w ogóle uprawiają seks w jakiejkolwiek postaci i formie? Bardzo wątpię. Że prawdziwych Cyganów już nie ma?

A chuj z Cyganami, prawdziwych Polaków już nie ma, i to jest tragedia.